Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/mortius.do-robic.sanok.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
- Mo¿emy ju¿ jechac do domu?

395

- Mo¿emy ju¿ jechac do domu?

życie stawało się coraz bardziej skomplikowane.
wzniesieniu. Przełknęła ślinę.
Twierdzi, ¿e jego plakietka zgineła.
fala goraca, jej serce biło gwałtownym, oszalałym rytmem.
i twierdzi, że jednak to nie Ross zabił Ramóna Estevana.
- Co? - wychrypiał.
potwierdzajacego, ¿e jest pani Marla Cahill, to, niestety, nie
duszy. Pod powiekami poczuła piekace łzy. - Wydawało mi
- Vianca zmieniła swoją wersje wydarzeń.
pogawędkę, kiedy się z nią wykradałeś.
Zamordowany? Przecież... no przecież, on leżał w szpitalu i był umierający, i... czy to nie jest wyciąganie
zobaczyc kolejna obca twarz, ale spojrzawszy na swojego
- San Antonio.
na ustach Cherise zamarł, brwi wielebnego na moment

– Czy przypominasz sobie coś z ostatniego tygodnia jej życia? Coś nietypowego?

Ale O1ivia da sobie radę. Nie ma innego wyjścia.
Wentylator przeganiał gorące powietrze z jednego końca sypialni w drugi, hałasując tak głośno, że ledwie słyszała telewizor, w którym właśnie pokazali Josha Bandeaux na dorocznym balu policjantów. Wpatrywała się w ekran. Przystojny kutas. Diabelnie seksowny. Tak, i martwy jak Bella Lugosi. Ta myśl sprawiła jej przyjemność. Ubrany w czarny smoking od znanego projektanta i koszulę, która nie wymagała krawata, Bandeaux trzymał w ręce kieliszek i uśmiechał się uwodzicielsko do kamery. Jezu, jak on lubił światła reflektorów. Niewiele kobiet w Savannah zdołało się oprzeć temu uśmiechowi. Sugar pomyślała, że miał w sobie coś szatańskiego. Nalała sobie kolejnego drinka. Czuła jak zimna wódka spływa do gardła i wybucha płomieniem w żołądku. Wzdrygnęła się na myśl, że Caitlyn Montgomery poślubiła to monstrum. A wszystko dlatego, że Caitlyn była naiwna i na tyle głupia, żeby pozwolić zrobić sobie dziecko. W tych czasach!? Jak to możliwe? Zgadnij! Bandeaux był diabelnie seksowny i wiele kobiet, ona również, chętnie by się z nim zabawiło, ale żadna nie była tak głupia, by za niego wychodzić. Związać się z tym kutasem znaczyło wpakować się w niezłe kłopoty. No i się Caitlyn wpakowała. Nie, żeby Sugar się przejmowała. Zawsze uważała, że Caitlyn nie grzeszy rozumem. Jeśli chodzi o urodę, natura okazała się hojna, ale rozumu to jej poskąpiła. Gładka, biała skóra ślicznotek z Południa, wydatne usta, duże piwne oczy. Caitlyn była wysoka i miała sportową sylwetkę. I do tego świetne cycki. Wspaniałe cycki. Sugar zawsze zwracała uwagę na biust, nie dlatego, że gustowała w kobietach, ale dlatego, że chciała dobrze znać konkurencję. Wszystkie kobiety, nawet te bogate i wysoko postawione, rywalizowały ze sobą. Na ekranie pojawiło się zdjęcie Bandeaux z żoną i córką. Dziecko miało wtedy jakieś półtora roku. Gdyby nie sztuczny uśmiech Caitlyn na tym wyraźnie pozowanym zdjęciu, wyglądaliby na idealną rodzinę. - Gówno, nie idealną! - Sugar wychyliła resztkę wódki. Pogryzła kostkę lodu i zaczęła grzebać w szufladzie komody, gdzie znalazła wystrzałową obcisłą bluzkę bez rękawów. Włożyła ją i wygładziła kilka zmarszczek. Reporter mówił właśnie o podejrzanych okolicznościach śmierci Bandeaux, gdy usłyszała samochód zajeżdżający na podjazd. Furgonetka, sądząc po odgłosie silnika. Kogo diabli niosą? Gderając i zrzędząc, pomyślała, że to pewnie brat złożył jej wizytę. Dickie Ray, ostatnia osoba, którą chciała widzieć. Wyłączyła stary, kiepsko już działający telewizor, przeszła do pokoju gościnnego i zanim brat zaczął się dobijać, otworzyła drzwi. Pod nogami usłyszała ciche warczenie - w połowie pit buli, w połowie labrador, ale za to w stu procentach suka. - Cześć - powiedział Dickie, zezując na psa. Caesarina nie lubiła go. Nigdy go nie lubiła. Znała się na ludziach. - Jest już prawie siódma wieczorem, spóźnię się do pracy. Ja pracuję - przypomniała mu, ostentacyjnie spoglądając na zegarek. Żeby tylko nie wszedł do środka. Gdy już zwali się na kanapę, to będzie tam siedział, godzinami gapiąc się w telewizor, aż wydoi cały sześciopak piwa. Kijem go trzeba będzie wyganiać. Nie był złym facetem, tylko leniwym jak diabli. - I ty to nazywasz pracą? - To uczciwa praca - odpowiedziała.
sobie sprawę z tego, jak szaleńczo to brzmi, ale wygląda to tak, jakby spełniła swoje zadanie i
Bentz podniósł głowę znad niepokojących fotografii.
– Nie znam lepszej rozrywki.
sztucznymi bukietami, gdzieniegdzie wbito w ziemię malutkie amerykańskie flagi teraz
– Chwileczkę – rzuciła do telefonu. Pochyliła się nad torbą. – Już w porządku, Sherman.
powtarza się morderstwo, które zakończyło jego karierę w tym mieście?
Czasami jednak trzeba ryzykować, działać pod wpływem impulsu. To wykańczające,
– Owszem. Ósma rano.
Całe ciało przeszył koszmarny ból.
A teraz widzi duchy i dostaje dziwne przesyłki, nadane niedaleko jego dawnego domu,
Zapadł zmrok, zapłonęły latarnie. Szedł po molo wsparty na lasce. Zerknął na karuzelę,
Bentz zatrzymał się przy knajpie z daniami na wynos, znajdującej się kilka przecznic od
O1ivia nie podda się bez walki.

©2019 mortius.do-robic.sanok.pl - Split Template by One Page Love